Pracując z ludźmi, z ruchem, będąc czujnym i czułym obserwatorem, stwarzając bezpieczną przestrzeń, można bardzo wiele wyczytać z ciała, z tego, jak się rusza, jak zastyga, jak chętnie się otwiera, gdzie jest zatrzaśnięte, gdzie potrzebuje uwagi. Dlatego osoby pracujące z ciałem regularnie spotykają się z pytaniem, czy poprzez ćwiczenia fizyczne, np. jogę, Pilates, czy inną świadomą formę ruchu można wzbogacić życie intymne? Dziewczyny często pytają wprost, czy joga, ćwiczenia Pilates wpływają na seks i doznania.

 

I to jest wspaniałe pytanie. Bo niezaprzeczalnie im większa świadomość własnego ciała, im większa akceptacja naszej cielesności tym oczywiście łatwiej jest czerpać z niej beztroską radość.

Miękkość, obfitość, soczystość, akceptacja, świadomość – kobiecość w rozkwicie to pełnia mocy. Zbyt często odmawiamy sobie dostępu do tej mocy, gdzieś powstała blokada, czasem nieuświadamiana i coś co powinno być wolne i beztroskie siedzi ukryte i czeka.

Trwa to czasem latami, manifestuje się w przeróżny sposób: nieuzasadnionym wstydem, ocenianiem cielesności swojej i innych, nazywaniem, wartościowaniem, odcinaniem się od swojej seksualności, od części swojego ciała, stałym dążeniem do poprawiania siebie, upiększania.

To odcięcie widać, gdy pracuje się z kobietami. Nie trzeba wcale wkraczać w obszary intymne, nazywać tego po imieniu. Czasem wystarczy poprosić o zdjęcie skarpetek, dotknięcie swojego brzucha.

Zarówno w jodze jak i w metodzie Pilates dużo pracujemy z mięśniami głębokimi, z mięśniami dna miednicy. Już samo uświadomienie sobie, jak one się zachowują, jak mogę je zaciskać, jak rozluźniać, stanowi dobry początek podróży w zaprzyjaźnianiu się z tym obszarem. Przekierowując uwagę, świadomość w te obszary krok po kroku lepiej odczuwamy, zaczynamy czuć i traktować je jako integralną część naszego ciała. Żeby umieć coś napiąć, musimy się nauczyć to rozluźniać i odwrotnie. Ta dualna praca powoduje, że w obszar często zastygły powraca życie. Bardzo lubię jogowe rozmowy o muladhara chakra, o tym jak poprzez tę bramę czerpiemy energię z ziemi, zasysamy, wciągamy. Łatwo o wizualizację i pracę w połączeniu z oddechem. Na pracy z obszarem miednicy w dużej mierze opiera się joga hormonalna, która, mówiąc mocno skrótowo, pomaga w poprawie krążenia, dotlenieniu, usuwaniu tego co zbędne.

To co zaciśnięte, zastygłe nie regeneruje się.

Szerokim tematem jest praca z biodrami, z tak zwanym ich otwarciem, uwolnieniem, z mięśniami pośladkowymi tak okrutnie zaciskanymi przez lata. Samo otwarte mówienie o tym, poruszanie tematu, zachęcanie do dotykania się, budzi nieuzasadniony wstyd, opór, w najlepszym razie rumieniec, a przecież rozmawiamy o naszych częściach ciała.

Często mam odczucie, że szczególnie my kobiety nadajemy funkcjonalne znaczenie naszym obszarom intymnym, zapominając o prostej beztrosce. W związku z tym, im jesteśmy starsze, tym łatwiej pozbawiamy się całego spektrum doznać i przeżyć.

Zwiększona świadomość, czy umiejętność sterowania obszarami mięśni głębokich wpływa na doznania i nie tylko w kontekście stosunku i doznań partnera, ale przede wszystkim nam kobietom ułatwia osiągniecie spełnienia. Samymi ćwiczeniami jesteśmy często w stanie doprowadzić się do orgazmu. Moja serdeczna przyjaciółka po jednej z pierwszych lekcji aerial jogi głośno krzyczała, że to lepsze niż seks,  a wyobraźcie sobie, jaki jest seks po aerial jodze.

Piszę tu o kobietach, ale temat jest równie aktualny w stosunku do mężczyzn. Miękkość w ciele, jego elastyczność w połączeniu ze świadomą siłą to w dużej mierze klucz do eksploracji życia i jego pełni. Może to stanie się argumentem, żeby zacząć jej poszukiwać i budować.