Zmiany organizacyjne w szkolnictwie nie są tak istotne, jak zmiany globalne, które wymagają od nas zmiany priorytetów i paradygmatów.

Alarmujące wyniki badań dotyczące kondycji psychicznej dzieci, wszechobecność jednostki chorobowej, jaką jest depresja, stawiają nas: nauczycieli, pedagogów, psychologów i rodziców, w obliczu konieczności analizy i zdefiniowania na nowo celów naszego towarzyszenia w rozwoju dzieci i dobrania właściwych narzędzi wspomagających ten rozwój. Plastyczność mózgu powinna zmienić paradygmat myślenia o systemach oceny, nagradzania, karania, o metodach i warunkach pracy z dzieckiem.

Potrzeba uważności

Plastyczność mózgu, udowodniona i potwierdzona nagrodą Nobla, daje możliwość dobrania i wyboru wszelkich stymulantów, które stosujemy w pracy z dziećmi, ale także nakłada na nas odpowiedzialność za ten wybór. Stan badań na temat wpływu czynników stymulujących i kształtujących osobowość dziecka jest imponujący i tak bogato udokumentowany, że nie wolno wniosków tych prac ignorować i nie zauważać. Tym bardziej, że wciąż rośnie liczba dzieci wymagająca interwencji psychologicznej bądź psychiatrycznej mimo „dobrych chęci”, „sprawdzonych systemów”.

Dzieci uczą się przez modelowanie

Hary Harlow wiele lat temu potwierdził wpływ poczucia bezpieczeństwa i odczuwanego przez dziecko ciepła na jego rozwój emocjonalny, poznawczy, duchowy, społeczny i również fizyczny. Udowodnił również, że ta potrzeba jest silniejsza i bardziej determinująca rozwój niż potrzeba jedzenia. Dojrzewający mózg dziecka wymaga przede wszystkim przyjaznego środowiska, przy czym poczucie bezpieczeństwa ma dużo szerszy wymiar niż nadzór nad tym, aby dziecko nie potłukło sobie kolan. To tak niewiele, a jednocześnie tak dużo! To aspekt i wartość, której nie zastąpią maszyny, roboty, sieci informatyczne. Ponieważ dzieci uczą się przez modelowanie (jedynie!), to do ich prawidłowego rozwoju, rozwoju zdrowej psychiki która poradzi sobie z wyzwaniami dorosłego życia, niezbędni są odpowiedzialni otwarci dorośli, którzy nie słowami, ale swoim przykładem pokażą, jak się cieszyć, jak się smucić, jak przeżywać porażki, jak prosić o pomoc, jak się uczyć, jak pytać, jak szukać odpowiedzi, jak się złościć i jak zarządzać swoją złością. Mądrzy dorośli, którzy znajdą określenia dla wszelkich stanów, które przezywamy, i nauczą, jak je rozumieć, jak je nazywać, i jak je przeżywać oraz co z nimi można zrobić. Tego dzieci nie nauczą się ani z telewizji, ani z portali społecznościowych. Wiadomo już z badań, że tego nie potrafią.

Przecież to właśnie relacje sprawiają, że chce nam się żyć, i one głównie decydują o naszym poczuciu szczęścia, dobrostanie fizycznym i zdrowiu, są jego większym determinantem i wskaźnikiem niż jakiekolwiek inne parametry fizyczne, takie jak np. poziom cholesterolu.

Uczenie się jest wpisane w ludzki profil

Uczymy się od narodzin, uczymy się rozpoznawać sygnały innych, uczymy się chodzić chodząc, mówić mówiąc, pisać pisząc, bo mózg czyta jedynie to, czego dostarczą mu zmysły. Zmysły zaś rozpoznają sygnały, nadają im znaczenie, zapamiętują je wtedy, gdy podstawowa potrzeba bliskości i bezpieczeństwa emocjonalnego jest zaspokojona. Trójdzielność mózgu wyznacza te granice, i daje dokładną „instrukcję obsługi” centrum dowodzenia, jakim jest nasz mózg.

Mózg swoją dojrzałość w sensie neurologicznym uzyskuje dopiero w wieku ok 30 roku życia. Częsty błąd , który popełniamy my dorośli, to oczekiwanie od dziecięcego dojrzewającego mózgu że pracuje wg kryteriów i możliwości mózgu naszego, czyli w pełni skonfigurowanego, dysponującego całkowitym połączeniem jego wszystkich struktur. Ważne, aby pamiętać, że te struktury dojrzewają wtedy, kiedy dajemy się im rozwijać. Płaty przedczołowe odpowiedzialne za przewidywanie konsekwencji i umiejętność strategicznego myślenia rozwiną się wtedy, gdy pozwalamy dziecku na ponoszenie prostych konsekwencji różnych wyborów, kiedy pozwalamy na wymyślanie własnego planu zabawy czy własnego planu działania. Instrukcje udzielane zawsze i wszędzie skutkują erą pokolenia „stand by”, które wciąż oczekuje, nie chce ryzykować własnej decyzji, osobistej konsekwencji, odpowiedzialności, ale które też nie zna smaku radości małych zwycięstw zawdzięczanych jedynie sobie. Wychowujemy dzieci do samodzielnego życia i samodzielnego myślenia, ale nie jest ono wyznaczone jakąś cezurą czasową i zależy głównie od ilości „prób generalnych”, od naszej gotowości na samodzielność i odpowiedzialność dziecka. My dorośli jesteśmy potrzebni dzieciom przede wszystkim, aby pokazać, nauczyć, jak stać bez oparcia, a nie po to, aby zawsze być tym oparciem. Jesteśmy po to, aby dać im wszystko, czego potrzebują do swego rozwoju, ale nie wszystko, czego chcą. Umiejętność odróżnienia jednego od drugiego nazywa się dojrzałością.

Powinności dorosłych

Pierwsza nasza powinność jako dorosłych opiekujących się dziećmi, pracujących z dziećmi, kochających dzieci, to poznać siebie i swoje granice, dbać o swój własny dobrostan fizyczny i psychiczny, bo zdrowe emocjonalnie dzieci wychowują zdrowi emocjonalnie rodzice i nauczyciele. Obowiązuje tu zasada zalecana na pokładzie samolotu: najpierw maska tlenowa dla bliskiej osoby znaczącej w życiu dziecka, potem dla dziecka. Pytanie zatem o naszą „wydolność wychowawczą” nie brzmi: Jak sobie radzisz z dziećmi? Ono powinno brzmieć: Jak sobie radzisz ze sobą?

Kiedy już podmiotowość staje się zintegrowanym z naszym myśleniem faktem, kiedy plastyczność mózgu, oznaczająca, że architektura mózgu każdego z nas jest inna, że nadajemy inne znaczenia tym samych rzeczom, wtedy oczywiste staje się, że „po równo” nie znaczy „sprawiedliwie”.

Wtedy oceny choćby w postaci słoneczek, chmurek i deszczyków przestają nam być potrzebne, bo potrzebne dzieciom nigdy nie były. Wtedy odklejamy dziecko od oceny i dajemy mu przestrzeń i odpowiedzialność. Stanley Milgram i w ubiegłym roku polscy naukowcy udowodnili, że automatyzm myślenia w jaki wpadamy nie podejmując własnej odpowiedzialności za działania, potrafi odrzeć nas ze wszystkiego, co uważamy za najbardziej ludzkie: z empatii, rozumienia potrzeb innych. Odpowiedzialni dorośli wyrastają z uczonych odpowiedzialności dzieci. Dzieci uczonych odpowiedzialności, nie posłuszeństwa! Philip Zimbardo przekonuje, że więcej zła na tym świecie wyrządziło ludzkie posłuszeństwo niż ludzki bunt i niezgoda.

Edukacja polska, edukacja światowa potrzebuje bardziej niż nowych budynków, komputerów czy zmian strukturalnych dbałości o świadomość co buduje zdrową psychikę dziecka, która jest gwarantem rozwoju dziecka w jego wszelkich aspektach. „Wizja końca”, czyli wizja absolwenta: żłobka, przedszkola, szkoły, wizja silnego, szczęśliwego człowieka wkraczającego w dorosłość powinna nam wyznaczać kierunek i sposób działania. Czyż nie?

Anna Hryniewicz

http://annahryniewicz.pl